Byliśmy w Małeczu …

Zlot Kadry ZHP za nami.

Tym razem nasza reprezentacja liczyła 20 osób: przybocznych, drużynowych i instruktorów, biorących udział we wszystkich proponowanych formach oraz niemalże drugie tyle będących w kadrze oraz obsłudze imprezy. 

Czy było warto?

Moim zdaniem reprezentanci z hufców Kędzierzyn-Koźle, Opole-Miasto, Głuchołazy oraz Nysa nie mają czego żałować. Na pewno trochę wypoczęli, a przy okazji wzięli udział w kilku warsztatach, które dały im możliwość poznania nowych lub udoskonalenia posiadanych już wcześniej umiejętności. Być może udało im się również spojrzeć na swoją pracę z nowej perspektywy.

Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o najpopularniejszej kawiarence zlotowej, prowadzonej przez Opolan, pod patronatem WNT, jak również o służbie medycznej wspieranej przez opolski HSR.

Gratuluję wszystkim uczestnikom! Jestem przekonany, że było warto.

 

Po zlocie powiedzieli:

Było super i bardzo się cieszę, że pojechałam. Na warsztatach poznałam wiele nowych i ciekawych rzeczy, które dodały mi motywacji na kolejny rok harcerski.

Ala 

Było naprawdę super:)

Poznałam wiele nowych osób, uczestniczyłam w bardzo rozwijających mnie warsztatach i świetnie bawiłam się podczas wieczornych atrakcji.

Kasia

 

Zlot drużynowych miał być formą nagrody. Taką rolę spełnił :)

Był okazją do zrobienia czegoś dla siebie.

Jestem bardzo, bardzo, bardzo zadowolona, że mogłam w nim uczestniczyć. Czuję się bardziej zmotywowana.

Tych, których na zlocie nie było, a mogli być, mam do powiedzenia jedno. ŻAŁUJCIE!

 Ania

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 myśli na temat „Byliśmy w Małeczu …

  1. Byłam i widziałam, jaką frajdę sprawiało to spotkanie drużynowych oraz kadry na zlocie. Warsztaty rozwijące zainteresowania, dające nowe umiejętności i niesamowita radochę no i oczywiście odrobinę nowej wiedzy, ale nie takiej jak zwykle-metodycznej, ale takiej prawdziwie przydatnej życiowo.

  2. Udział w Zlocie Drużynowych, był dla mnie bardzo ważnym wakacyjnym
    wydarzeniem. Odkąd podjęłam decyzję o tym, że pojadę, obiecałam sobie, że
    choćby sama dotrę na Zlot. No i okazało się, że nie pojadę sama tylko z
    dziewczynami z hufca. Impreza od początku była mega – pełne słońce, nie ma
    żadnego programu, więc wystawiłyśmy się na kąpiel słoneczną. No na początek,
    po podróży, lepiej być nie mogło. Kolejny dzień – dzień zajęć okazał się
    niesamowicie pracowity, ale w końcu zaczęłyśmy się integrować z innymi
    środowiskami i robić to, po co przyjechałyśmy – odpoczywać i rozwijać się.
    Za każdym razem, jak wracałyśmy z zajęć, miałyśmy sobie tyleeee do
    powiedzenia, że przerwa obiadowa zazwyczaj nie wystarczała [widywałyśmy się
    tylko na śniadaniu, obiedzie i kolacji oraz wieczornym programie].
    Cały Zlot miał niesamowicie motywujące działanie, przynajmniej na mnie. Po
    jego powrocie, tak samo jak w trakcie zajęć, na których byłam, milion
    pomysłów na pracę z drużyną, przedsięwzięcia na poziomie Hufca, a nawet
    Chorągwi. Fantastyczni ludzie obecni na Zlocie tworzyli też klimat nie do
    opisania. Poza tym, świadomość, że Ci wszyscy obecni drużynowi i przyboczni
    mają takie same problemy była bardzo pozytywna. Nie raz odbywały się
    rozmowy, na „jakiś tam” temat i okazywało się, że ktoś na taki sam problem
    jaki ja mam teraz, już znalazł „lekarstwo”. Wieczory w kawiarenkach, plotki,
    żarty, oglądanie filmów, koncerty, kabareton – po prostu AMAZING ;].
    To były najlepsze 5 dni jakie mogłam przeżyć razem z innymi drużynowymi z
    całej Polski. Impreza nie do powtórzenia. Żałujcie, że Was nie było, bo
    tylko tyle mogę napisać do tych, którzy nie zdecydowali się pojechać na
    Zlot.

    pwd. Joanna Polewska

Dodaj komentarz